Rozmowa z Witoldem Bańką. "Chciałby pan, żebym za pracę, którą wykonuję, nie dostawał pieniędzy?"

Marcin Zasada
Marcin Zasada
Marzena Bugala- Azarko / Polska Press
Udostępnij:
Przeczytajcie naszą rozmowę z Witoldem Bańką, szefem Światowej Agencji Antydopingowej WADA, byłym ministrem sportu, ambasadorem województwa i Stadionu Śląskiego.
  • Pierwszy wywiad z Witoldem Bańką po ujawnieniu informacji o jego zarobkach za bycie ambasadorem Stadionu Śląskiego
  • Na czym dokładnie polega jego praca na rzecz województwa i Stadionu?
  • Bańka: "Prezydent WADA nie jest i nie może być zatrudniony w Agencji. Nie otrzymuje też wynagrodzenia"
  • Były minister sportu mówi też o tym, czy wróci jeszcze kiedyś do polityki

Przez 11 miesięcy nikt nie zgłaszał wątpliwości, że Witold Bańka jest ambasadorem województwa i Stadionu Śląskiego. Marszałek sam mi to zaproponował, gdy media po mojej nominacji na szefa WADA pisały, że Śląsk zyskał ważnego ambasadora. Gdybym robił to za darmo, nikt by nie podnosił sprawy. Tylko dlaczego nie mogę dostawać pieniędzy za swoją pracę, zwłaszcza, że szefowanie Agencji pełnoetatową pracą nie jest? - mówi Witold Bańka, szef Światowej Agencji Antydopingowej, tłumacząc kontrowersje wokół swojego ambasadorowania na rzecz województwa i Stadionu Śląskiego.

***

„Mr. President” - tak się teraz do pana mówi?

Nie lubię i nie przywiązuję się do tytułów, no ale tak właśnie oficjalnie nazywa się funkcja szefa Światowej Agencji Antydopingowej. Tytuł brzmi poważnie, zupełnie jak wyzwania, gdy trzeba radzić sobie m.in. z ambicjami mocarstw pokroju USA czy Rosji, w sporcie oczywiście.

W sporcie i dopingu w sporcie zimna wojna USA-Rosja chyba nigdy się nie skończyła.

Tak to może wyglądać. Skandale dopingowe są częścią geopolitycznej rozgrywki między mocarstwami, które najczęściej przerzucają się odpowiedzialnością. Fakt, udział aparatu państwa w rosyjskim skandalu dopingowym na igrzyskach w Soczi jest niepodważalny. Ale tak samo amerykański system nie jest idealny. Blisko 90 procent amerykańskich sportowców nie podlega Światowemu Kodeksowi Antydopingowemu. Wszystkie tzw. „major leagues”, cały sport akademicki.

W Ameryce robią coś nielegalnego?

Fakty są takie, że Stany Zjednoczone, konkretnie USADA jest stroną kodeksu, ale większa część lig zawodowych już nie. I dziś mamy np. sytuację, jak historię futbolisty z NFL, który za stosowanie niedozwolonych substancji został skazany na 6-tygodniową banicję w USA. Według reguł światowych, dostałby 4-letnią dyskwalifikację.

Amerykanie będą za to zatrzymywać dopingowiczów w dowolnym miejscu świecie?

Uchwalając tzw. Rodchenkov Anti-Doping Act dali sobie takie prawo. Jeśli do oszustwa dopingowego doszłoby w zawodach, w których występuje przynajmniej jeden Amerykanin i amerykański kapitał, amerykańscy śledczy mogą zatrzymać podejrzanych o oszustwo. Grozi im do 10 lat więzienia oraz milion dolarów grzywny.

To znaczy, że wszyscy sportowcy na świecie będą podlegać kodeksowi karnemu USA?

Amerykanie zakładają, że wszyscy zaangażowani w proceder dopingowy np.: lekarze, działacze, trenerzy, organizatorzy imprez, ale nie sportowcy. Rządy innych państw, MKOl oraz WADA zgodnie wyraziły zaniepokojenie tą ustawą, która czeka już tylko na podpis prezydenta USA. Może ona zdestabilizować globalny system walki z dopingiem, w którym 80 procent wykrytych oszustw zaczyna się od tzw. whistleblowerów, czyli informatorów, którym zapewniamy ochronę i bezpieczeństwo. Nigdy nie zdarzyło się, by ktoś taki został zdekonspirowany, ale nie wiem też, czy słynny Grigorij Rodczenkow zdecydowałby się ujawnić kulisy rosyjskiego procederu dopingowego, gdyby w USA groziło mu więzienie.

Teraz o panu. W WADA płacą tak słabo, że musi pan dorabiać jako ambasador województwa i Stadionu Śląskiego?

Jestem zażenowany tą sytuacją i tymi pseudo zarzutami wobec mnie. Na początku roku ogłosiliśmy moją współpracę ze Stadionem i województwem. Przyjąłem propozycję współpracy. Nie dostaję wynagrodzenia za tytuł. Płacą mi za pracę.

Na przykład jaką?

Uczestniczę w kongresach, misjach gospodarczych, webinariach, w akcjach promujących sport w województwie. To regularna współpraca i świadczenie usług na rzecz województwa. Pracujemy także nad współpracą gospodarczą Śląska i regionu Quebec w Kanadzie. Jak również z jednym z regionów Japonii oraz ściślejszą m.in. z regionem Nadrenii Północnej-Westfalii w Niemczech i Hauts-de-Franc we Francji. To normalna praca.

Szef Światowej Agencji Antydopingowej podejmuje „normalną” pracę? I jeździ na misje gospodarcze?

Zgodnie ze szwajcarskim prawem, prezydent WADA nie jest i nie może być zatrudniony w Agencji. Nie otrzymuje też wynagrodzenia, a jedynie finansowe zadośćuczynienie z tytułu utraty możliwości pracy w pełnym wymiarze w czasie wykonywania swojej funkcji.

Ile wynosi to zadośćuczynienie?

Funkcja prezydenta WADA była dotychczas wykonywana społecznie, bo nie było wymogu niezależności. Stąd moi poprzednicy mogli bez problemu łączyć działalność w WADA z ich funkcjami w MKOl czy rządzie. Ja nie mam takich możliwości, stąd idea zadośćuczynienia. Ta zmiana i wysokość kwoty nie została jeszcze oficjalnie zatwierdzone przez sąd szwajcarski, w którym zarejestrowana jest WADA.

Czy jako ambasador województwa i Stadionu Śląskiego zarabia pan 20 tysięcy złotych miesięcznie?

Nie jestem osobą pełniącą funkcję publiczną w rozumieniu przepisów prawa i nie mam obowiązku podawać wysokości mojego wynagrodzenia.

Prezydent Światowej Agencji Antydopingowej nie jest osobą publiczną? A pieniądze są publiczne czy nie?

Nie pełnię żadnej funkcji publicznej w Polsce. A pieniądze? Idźmy pańskim tokiem. Jeśli dziennikarz pracuje w gazecie lub w radiu, które otrzymują pieniądze np. ze spółek samorządowych, za reklamy, dotyczy to praktycznie wszystkich mediów także prywatnych, to czy też powinien ujawnić swoją pensję?

No dobra. Jak ja ujawnię swoją pensję, to pan zdradzi swoją?

A co mnie interesuje, ile pan zarabia. Nie uważam, by była taka konieczność. Mam podobną umowę do tych, które podpisali Anita Włodarczyk i Paweł Fajdek. W nich są klauzule poufności, które chronią także interesy sportowców i ja nie mogę z własnej woli ujawniać takich szczegółów.

Prawie mnie pan przekonał, panie prezydencie!

Ja naprawdę nie rozumiem tej rzekomej sensacji. Pamiętam konferencję prasową na początku roku, na której podpisywaliśmy umowę o współpracy: ja i władze województwa. W świetle kamer, w obecności dziennikarzy. Po 11 miesiącach ktoś nagle twierdzi, że odkrył jakąś „aferę” i próbuje mnie wciągnąć w polityczną awanturę. Z tymi którzy sugerują zachowania nieetyczne lub posługują się oszczerstwami, jak np. trzej posłowie PO, spotkamy się w sądzie.

Podejrzewam, że 11 miesięcy temu wszyscy sądzili, że – skoro ambasadorem Śląska już pan w sumie jest – to mówimy o funkcji społecznej.

Czyli tego pytania nie byłoby, gdybym za swoją pracę nie brał ani złotówki. Czyli chciałby pan, żebym za pracę, którą wykonuję, nie dostawał pieniędzy?

Przeciwnie. Ale za co konkretnie pan dostaje te pieniądze? Weźmy ostatnie dwa miesiące.

Np. za inicjowanie, współorganizację i promocję wydarzeń o zasięgu krajowym, jak i międzynarodowym, jak choćby webinaria dla przedsiębiorców, czy np. uczestnictwo w Europejskim Kongresie Gospodarczym bądź międzynarodowym wydarzeniu skyhacks Business Weekend skierowanym do przedstawicieli MŚP, przedsiębiorstw produkcyjnych, energetycznych. Do moich zadań należy również promocja regionu, dlatego też wiele aktywności skupionych jest na działalności medialnej, podkreślającej atrakcyjność turystyczną, inwestycyjną, gospodarczą Śląska, jak wywiady, konferencje prasowe, udział w kampaniach promujących Śląsk, np. #WybieramŚląskie i wiele innych.

I to normalne, że takie rzeczy na zlecenie robi szef dużej międzynarodowej agencji?

Każdy z moich poprzedników funkcjonował na podobnych zasadach, bo jako prezydent WADA można być np. członkiem regionalnego parlamentu, można pracować dla firm, które nie mają konfliktu interesów z Agencją. Każdy, kto prześledzi moją aktywność, wie, że to nie są pieniądze za nic. Ostatnio np. tłumaczyłem tę sprawę prawnikom WADA. Ale nie, że zrobiłem coś niewłaściwego. W Agencji nikt nie był w stanie zrozumieć zarzutów o to, że za wykonywaną pracę dostaję wynagrodzenie. Na początku roku dostałem bardzo dobrą ofertę z międzynarodowej korporacji, dużo lepiej płatną. Zdecydowałem się jednak pracować dla mojego regionu, bo uznałem, że tak mogę pomóc, wykorzystując swoje umiejętności, doświadczenie i kontakty.

Ja znam paru dobrych ambasadorów Śląska, w tym siebie, którzy nie dostają żadnych pieniędzy za swoje ambasadorowanie. A pan podobno zarabia więcej od marszałka, któremu pomaga i doradza.

Jeśli znajdzie się Ślązak, który pełni ważną funkcję międzynarodową i może reprezentować województwo na świecie lepiej, to jestem gotów zrezygnować. Urząd Marszałkowski zawsze może zaproponować współpracę komuś innemu.

Tylko za to, czym pan się zajmuje dla województwa, są w urzędzie marszałkowskim odpowiedzialni ludzie na etatach. Jest wicemarszałek Wojciech Kałuża, który – o ile pamiętam - zajmuje się współpracą międzynarodową.

Nadal nie rozumiem, co złego w tym, że osoba pełniąca ważną funkcję międzynarodową, angażuje się, pomaga marszałkowi w takich kwestiach jak choćby promocja regionu czy rozwój gospodarczy. Nie jestem członkiem partii, to nie jest polityczne stanowisko, wykonuję określoną pracę i dostaję za to wynagrodzenie.

Marszałek Jakub Chełstowski jest politykiem. Partii, której i pan jeszcze niedawno był członkiem.

Ale czy ja angażuję się w jakikolwiek temat polityczny? Jestem niezależnym ekspertem, który pracuje na rzecz województwa. Zapewniam, że gdyby inne środowisko zaproponowało mi podobną funkcję, to też bym ją przyjął.

Ja chyba też bym… Zaraz, od PO by pan przyjął?

A dobro województwa śląskiego ma barwy PO albo PiS? Promocja, pomoc na rzecz współpracy gospodarczej, relacji międzynarodowych nie powinna mieć odcieni partyjnych.

I naprawdę nie rozumie pan wątpliwości? Marszałkiem województwa jest pański kolega. Prezesem stadionu - pański były trener i zastępca w ministerstwie sportu.

Ale czy to kiedykolwiek było tajemnicą, że znamy się z Jakubem Chełstowskim albo Janem Widerą? Czy ktoś kiedyś wątpił, że pracujemy razem? Czego to dowodzi? Czy to jest moja rodzina? Czyli rozumiem, że pan marszałek Chełstowski powinien zatrudniać wyłącznie osoby których nie zna. No, bardzo logiczne. Jeszcze raz: rzekomym problemem jest fakt, że za swoją pracę dostaję pieniądze. Ja się tego nie wstydzę, dlatego rozmawiamy. Przez 11 miesięcy nikt nie zgłaszał wątpliwości, że Witold Bańka jest ambasadorem województwa i Stadionu Śląskiego. Marszałek sam mi to zaproponował, gdy media po mojej nominacji na szefa WADA pisały, że Śląsk zyskał ważnego ambasadora. Gdybym robił to za darmo, nikt by nie podnosił sprawy. Tylko dlaczego nie mogę dostawać pieniędzy za swoją pracę, zwłaszcza, że szefowanie Agencji pełnoetatową pracą nie jest.

Nic nie jest tajemnicą, ale na pytanie o wysokość ambasadorskiego wynagrodzenia i pan, i województwo, i stadion gimnastykują się jak instruktorki jogi.

Województwo i Stadion postępują zgodnie z przepisami prawa i ustawą o dostępie do informacji publicznej. Nikt nie złamał prawa, nikt nie postąpił nieetycznie.

Czy Stadionowi Śląskiemu nie zabrakło wpływowego ambasadora, gdy starał się o lekkoatletyczne mistrzostwa Europy?

Ten przykład doskonale pokazuje, że nie wykorzystuję swojej roli do lobbowania na rzecz imprez sportowych. To nie należy do moich obowiązków i akurat to mogłoby zostać uznane za nieetyczne. Natomiast Śląski to dziś najbardziej zapracowany obiekt na świecie, jeśli chodzi o lekkoatletykę. Nie ma drugiego stadionu z tyloma wydarzeniami o takiej randze w tej dyscyplinie.

Dołączenie Rzymu do wyścigu o organizację mistrzostw pod koniec procedury nie wyglądało ani dobrze, ani uczciwie.

Nie mogę tego komentować. Nie uczestniczyłem w tym procesie.

Drużynowe Mistrzostwa Europy to nagroda pocieszenia dla Śląskiego?

Tak bym tego nie interpretował. To początek lekkoatletycznej historii Stadionu Śląskiego, a spójrzmy na fakty: w tym roku oprócz DME, odbędą się w Chorzowie mistrzostwa świata sztafet i dwa ważne mityngi.

Nie tęskni pan za polityką?

Nie. Jak obserwuję, co się dzieje choćby wokół mojej sprawy, jak widzę upolitycznienie jej, to cieszę się, że nie jestem już uczestnikiem tego piekiełka.

A jak pan widzi to, co dzieje się w Polsce i poczynania swoich byłych kolegów z rządu, to dostrzega pan jakąś logikę?

Nie chcę być dziś arbitrem, który ocenia to, co się dzieje na scenie politycznej, tym bardziej pełniąc funkcję międzynarodową, która wymaga niezależności. Mam swoje prywatne zdanie na temat sytuacji w kraju, ale zostawię je dla siebie. Wystarczy powiedzieć, że czuję ulgę, nie biorąc udziału w życiu politycznym.

A chodzi o to, jak polski rząd walczy z epidemią, o zburzenie kompromisu aborcyjnego czy wyprowadzanie Polski z Unii przez kanapę Zbigniewa Ziobry?

Jeszcze raz - nie chce komentować konkretnych decyzji politycznych. Politykę zawsze rozumiałem jako służbę na rzecz dobra wspólnego. Nie wiem, dokąd dziś zmierza cała klasa polityczna i nie wiem, czy bym się tam teraz odnalazł.

Powrót do polityki?

Nie sądzę.

Q&A z Robertem Kubicą

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie