Światło w garści

Rozmawiał: Marcin Jaroszewski
Los Stadionu Śląskiego powierzono Jerzemu Górze. Dyrektor zdaje sobie sprawę z odpowiedzialności. Fot: ARKADIUSZ GOLA
Los Stadionu Śląskiego powierzono Jerzemu Górze. Dyrektor zdaje sobie sprawę z odpowiedzialności. Fot: ARKADIUSZ GOLA
Stadion Śląski ma nowego dyrektora. Jerzy Góra przedstawił w konkursie organizowanym przez Urząd Marszałkowski najlepszą ofertę i wygrał fotel szefa najbardziej reprezentacyjnego obiektu sportowego w Polsce.

Stadion Śląski ma nowego dyrektora. Jerzy Góra przedstawił w konkursie organizowanym przez Urząd Marszałkowski najlepszą ofertę i wygrał fotel szefa najbardziej reprezentacyjnego obiektu sportowego w Polsce. Miejsca - symbolu. Problem w tym, że ostatnio Stadion Śląski przeżywa trudne lata. Coraz mniej się na nim dzieje i to właśnie ma się zmienić. Ambicją władz regionu i nowego dyrektora jest, by stał się obiektem klasy europejskiej. Wiele już zostało zrobione, ale ogrom prac to dopiero kwestia przyszłości.

Nowy sternik chorzowskiego kolosa to dziennikarz sportowy i wieloletni wiceprezes Radia Katowice. Wielu ludzi wiąże z jego osobą nadzieje, że przywróci blask i sławę Śląskiego. O motywach jego przystąpienia do konkursu pisaliśmy bezpośrednio po ogłoszeniu nominacji, dziś dalszy ciąg rozmowy.
?: Rozumiemy, że nadal jest pan dziennikarzem, ale stanowisko dyrektora Stadionu Śląskiego to jakby krok na drugą stronę...

JERZY GÓRA: Barykady? Myślę, że nie. Gdybym był dziennikarzem 3, może 5 lat, można by mówić o zdradzie. Natomiast po 25 latach pracy z mikrofonem i służbie dziennikarstwu niemal w każdym zakątku świata, rzecz ma zupełnie inny wymiar. Zresztą uważam, że dzisiejsze dziennikarstwo w szerokim zakresie działania, planowania, organizacji - czym ostatnio się zajmowałem - zahacza o sferę menedżerską. Przejście jest zatem płynne. Myślę, że moje doświadczenia i to co widziałem głównie na Zachodzie, to co wiem, co daje mi pewność jak powinien funkcjonować taki obiekt, będzie cennym atutem w pracy. To ma być miejsce dla sportu amatorskiego, masowego, szkolnego, zawodowego i imprez komercyjnych. Mają się na nim dobrze czuć widzowie, goście, zawodnicy, wszyscy!

DZ: Dziennikarze będą panu patrzeć na ręce.

JG: Tak musi być, to oczywiste. Dodam, że szczególnie liczę na dziennikarzy. Chcę by często odwiedzali to miejsce, pisali o nim, przyczynili się do popularyzacji i krzewienia kultury fizycznej w pełnym znaczeniu tego pojęcia. Zadbam o to, by mieli takie warunki do pracy, żeby przekazy, relacje, słowem wszystko co dotyczy ich (naszej) pracy, było najwyższej jakości. Gdybym ja o to nie zadbał, nazwaliby mnie chyba palantem.

DZ: Pańska żona Ewa jest byłą siatkarką, jej córka Marta dyrektorem w hokejowym GKS Katowice, wnuczka Ania to cheeleaderka Alby Chorzów, zięć Artur wciąż czynny piłkarz. Kibicowali dziennikarzowi sportowemu w jego walce o nowe stanowisko?

JG: Inspiratorem wielu działań jest żona. Jej sugestie, rozmowy z nią, poparcie, dają mi siłę do wielu działań. Oczywiście, że sportowa rodzina mnie wspiera. Wracając do Ani, to także pływaczka i narciarka. Co prawda ostatnio mnie zdradza i taniec bardziej ją pochłania od narciarstwa, ale może to się jeszcze zmieni. Marta jest dyrektorem, więc nie mogłem być gorszy (śmiech).

DZ: Jakie wrażenia po pierwszych godzinach pracy?

MJ: Nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale nie zamierzam narzekać. Takie myślenie jest destrukcyjne, niczego się na nim nie zbuduje. Przeciwnie, czuję ciepło i zielone światło z Urzędu Marszałkowskiego. Panowie Czarski i Grela doskonale zdają sobie sprawę, jaki mają atut w ręku. Stadion Śląski to prawdziwy skarb. Dziś ludzi nie przekonuje się kwiecistymi mowami. Trzeba im pokazać co się robi, z tego nas społeczeństwo rozliczy. Moim zadaniem jest owo zielone światło utrzymać w garści. Plany i zamierzenia są bardzo ambitne, ale w ciągu tygodnia niczego się nie zmieni... Delikatnie, powoli, ale bardzo konsekwentnie. Konieczny jest hotelik z prawdziwego zdarzenia, o standardzie spełniającym europejskie normy. Powstanie boisko treningowe ze sztuczną trawą, oświetlone. Są sale gimnastyczne, w których już widzę turnieje międzynarodowe, choćby o randze młodzieżowej. To miejsce zostało tak stworzone, zaplanowane i teraz trzeba je wykorzystać. Nie chcę gigantomanii, nie wszystko naraz musi się tu dziać, ale dziać się musi dużo. Stadion trzeba otworzyć.

DZ: Poprzednicy też mieli plany, ale weryfikowało je życie. Bariera urzędnicza, brak pieniędzy. Nie obawia się pan, znając swój charakter i upór, że szybko może zaiskrzyć w negatywnym tego słowa znaczeniu?

JG: Jakieś 10 lat temu pewnie bym się bał... Dziś myślę, że kibicom władzom, środowisku sportowemu, inwestorom, ludziom pracującym na obiekcie i mnie, zależy na tym samym. Nie chodzi o to żeby się kłócić i obrażać na siebie. Pewnie, że będą spory, trudnych spraw nie braknie, ale kiedy się siada do stołu i chce rozmawiać, to już jest bardzo dużo. Moją rolą będzie też wniknąć w szeregi urzędników. Niektórych zaproszę na Stadion, bo wiem, że jeszcze na nim nie byli...

DZ: Zrezygnuje pan z pracy w Radiu?

JG: Nie wyobrażam sobie tego. Będę współpracował z Radiem Katowice na ile to będzie potrzebne, konieczne i możliwe. Wciąż jestem dziennikarzem i tak już będzie zawsze. W moim przypadku to nie jest już kwestia zajmowanego stanowiska.

DZ: Na ile przeszłość pomoże panu w nowej pracy, a na ile może zaszkodzić? Może "zalazł pan komuś za skórę", kto dziś może wiele, ale nie pomoże.
JG: Dziennikarstwo to sztuka zadawania pytań. Poruszałem wiele rzeczy trudnych, ostro stawiałem wiele spraw. Nie wiem... Na pewno dziś nie jest tak, że nawet z diabłem pójdę pod rękę, byle osiągnąć cel.

DZ: Przyszła na Śląski "nowa miotła"...

JG: Ludzie pracujący obecnie na obiekcie dostaną kredyt zaufania, swoją szansę. Myślę, że ponad połowa się sprawdzi. Sądzę, że wielu jest oddanych Stadionowi i są dumni, że tutaj pracują. To nie jest pierwszy lepszy obiekt sportowy! Wszyscy musimy się starać, żeby za tym wszystkim szła także satysfakcja "namacalna".

DZ: Ma pan sentyment do nowego miejsca pracy?

JG: Ogromny! Nie chciałbym żeby zabrzmiało to jak fanatyzm, ale jestem w stanie w głowie odtworzyć śpiewane i przeżywane hymny, bramki, bohaterów. Ja tutaj współprzeżywałem wspaniałe chwile polskiego sportu będąc jednym z kibiców, a potem - gdy byłem starszy - relacjonując dla nich wielkie wydarzenia. Jeszcze nigdy nie otrzymałem tylu sms-ów, telefonów od znajomych i ludzi prawie obcych. Wszyscy gratulowali i życzyli powodzenia. Czuję, że magia tego miejsca wciąż działa.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie