Skandal z książką w tle

Magdalena Sekuła
Ryszard Sadłoń to przewodniczący komisji kultury i sportu Rady Miasta w Chorzowie.
Ryszard Sadłoń to przewodniczący komisji kultury i sportu Rady Miasta w Chorzowie.
Miało być miło, grzecznie i sympatycznie: wszak promocja książki i spotkanie z pisarzem ma zazwyczaj bardzo spokojny przebieg. Ale tym razem w Chorzowskim Centrum Kultury było inaczej.

Miało być miło, grzecznie i sympatycznie: wszak promocja książki i spotkanie z pisarzem ma zazwyczaj bardzo spokojny przebieg. Ale tym razem w Chorzowskim Centrum Kultury było inaczej. A to za sprawą Ryszarda Sadłonia, przewodniczącego komisji kultury i sportu Rady Miasta, który postanowił udowodnić, że historia nie musi być taka, jak podaje prof. Jan Drabina w książce pt. "Historia Chorzowa 1257-2000".

Wszystko w ub. piątek szło zgodnie z planem, dopóki nie przyszedł moment zadawania pytań przez przybyłych gości. Wtedy głos zabrał Ryszard Sadłoń.

- Książkę przeczytałem kilka dni wcześniej - mówi Sadłoń. - Sięgnąłem do rozdziałów o historii współczesnej naszego miasta, która wcześniej nie była opisywana. Otóż osoba, którą darzyłem wielkim szacunkiem, napisała książkę, zawierającą błędy rzeczowe. Pomija bardzo ważne kwestie w dziejach Polski i Chorzowa. Autor lekceważy wydarzenia z 1989 r., a do tego pisze językiem, który budzi u mnie złe wspomnienia. Książka nie zawiera bibliografii, a i przypisy są w niej bardzo ubogie. Moje obiekcje budzi również fakt, że wydawca wydając publiczne pieniądze nie poprosił o recenzję książki.

Kiedy prowadzący spotkanie znany śląski publicysta Krzysztof Karwat usiłował przerwać Sadłoniowi, ten odpowiednio to skomentował.

- Nie po to walczyłem o wolny Chorzów, żeby teraz ktoś zabraniał mi wypowiadać swoje zdanie! - grzmiał przewodniczący komisji kultury i sportu. - Takiej historii chcą uczyć nasze dzieci? Tą książkę trzeba wycofać!

- Uważam, że pan Sadłoń jest człowiekiem niewychowanym i pieniaczem - ripostuje prof. Jan Drabina. - Obraził Krzysztofa Karwata wyciągając mu z ręki mikrofon i zarzucając mu, że zabiera mu wolność słowa, kiedy ten człowiek jeszcze przed nim walczył o pewne sprawy. Poza tym jeśli pan Sadłoń uważa, że ja w swojej książce wygłosiłem apoteozę czasów komunistycznych, to chyba nie umie czytać! Dla mnie to bardzo bolesne, że ktoś zarzuca mi, że jestem obrońcą tamtego systemu, bo pana Sadłonia jeszcze na świecie nie było, kiedy wokół mnie pojawili się konfidenci. Mam status pokrzywdzonego przyznany mi przez IPN.

Ryszard Sadłoń zarzucił Drabinie, że jego praca jest oderwana od chorzowskiej rzeczywistości, bo autor nie uczestniczy w życiu społecznym miasta. - Świadczy o tym na przykład fakt, że profesor błędnie podaje nazwę Komitetu Obywatelskiego - mówi Sadłoń. - Nie pisze o księdzu Jerzym Szymiku z parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, wokół którego gromadziły się środowiska opozycji. Uczestniczyłem w życiu podziemnym od 1980 roku, pana Drabiny tam nie widziałem, być może dlatego o tym nie napisał. Bo on pisze językiem partyjnym, więc na pewno dorastał na wiecach partyjnych.

Jan Drabina ma swoją teorię na temat tego, czemu został przez Ryszarda Sadłonia zaatakowany.

- To wszystko dlatego, że jego nazwisko nie pojawia się w mojej książce - przekonuje. - Twierdzi, że zakładał Komitet Obywatelski, a ja mam informacje, że inna grupa też składa takie deklaracje. Kiedy dziesięć lat temu wydawałem historię Chorzowa, Urząd Miasta chciał ją recenzować. W końcu wydałem książkę własnym nakładem, podobnie drugi tom. Taka recenzja jest pogwałceniem zasad, bo może ją robić ktoś ze stopniem co najmniej doktora habilitowanego. Nie można traktować nauki w sposób taki, że urząd płaci, to urząd recenzuje. Zazwyczaj nie polemizuję z ludźmi niewykształconymi. Ale nie znoszę bezczelności!

Na zarzut o braku wykształcenia Sadłoń ma swoją odpowiedź.

- Moje wykształcenie to jest życie - mówi przewodniczący. - Zresztą profesor też nie jest wykształcony w sprawach współczesnej Polski. Każde dziecko w przedszkolu i cała niewykształcona część naszego miasta wie, że Ruch Chorzów był mistrzem Polski czternaście razy, a nie, jak napisał Drabina, trzynaście!

Ryszard Sadłoń przekazał książkę do recenzji fachowcom od historii współczesnej, zapewnił też, że co miesiąc w Chorzowskim Centrum Kultury we współpracy z IPN będą odbywały się spotkania z młodzieżą w trakcie, których młodzi będą poznawać historię miasta.

Natomiast Jan Drabina napisał do prezydenta Marka Kopla z żądaniem odwołania Sadłonia z pełnionej funkcji.

Krzysztof Karwat ma na temat całej awantury swoje zdanie. - Uważam za nieuzasadniony zarzut, że profesor w książce wyraził apologię PRL-u - mówi. - Po prostu zainteresowały go nie nazwiska i daty, ale pewne procesy i mechanizmy. Na pewno nie była to selekcja negatywna, tylko wybór profesora. A zarzut, że nie uczestniczy w imprezach… cóż, to nie jest rola historyka. Miejscem historyka są archiwa. I nie zgadzam się z tymi wszystkimi zarzutami, choć uważam, że dość ryzykowane jest pisanie o najnowszej historii.

Reszta uczestników spotkania w zasadzie nie chciała komentować oficjalnie sprawy.

- To straszne, że ludzie boją się głośno mówić o swoich przekonaniach. Nie o to walczyliśmy, nie o to… - przekonuje Sadłoń.

Książka kosztowała budżet miasta 45 tys. zł.

Będzie nowe święto państwowe?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie