Jednego dnia w Chorzowie potrafią zginąć cztery cinquecento

ANDRZEJ MADEJCZYK
Sporym wzięciem cieszą się samochody popularnych marek. Fot. TOMASZ JODŁOWSKI
Sporym wzięciem cieszą się samochody popularnych marek. Fot. TOMASZ JODŁOWSKI
Złodzieje samochodów wyspecjalizowali się ostatnio w kradzieżach na konkretne zamówienie i w bezczelności. Raz spłoszeni, potrafią wrócić do upatrzonego samochodu po dwudziestu minutach, jak zdarzyło się ostatnio przy ...

Złodzieje samochodów wyspecjalizowali się ostatnio w kradzieżach na konkretne zamówienie i w bezczelności. Raz spłoszeni, potrafią wrócić do upatrzonego samochodu po dwudziestu minutach, jak zdarzyło się ostatnio przy ul. Gwareckiej w Chorzowie. Działają najczęściej w grupie, z reguły są spoza Chorzowa. Po upatrzeniu ofiary czekają na najlepszą okazję i "pracują" błyskawicznie. Niejednokrotnie jest tak, że właściciel samochodu wjeżdża windą na swoje piętro w wieżowcu, a z parkingu już odjeżdża w siną dal jego własność. Nie ma reguł na to, gdzie kradnie się najwięcej. Rabusie nie wybierają sobie ani godziny, ani dnia tygodnia. Można jedynie mówić, że pewne marki kradnie się zdecydowanie częściej niż inne i że zarysowała się dość wyraźna tendencja do wzrostu kradzieży samochodów kilkuletnich. Giną po to, by można je później sprzedać w częściach.

Kiedyś samochody ginęły praktycznie tylko w nocy. O tym, że już tak nie jest, dowiedziono w zeszłym tygodniu na terenie Chorzowa. Żeby skraść cztery volkswageny, złodzieje potrzebowali tylko trzech godzin.

- Wiemy choćby z relacji ludzi, że nasze radiowozy patrolowały w tym czasie te miejsca. Jednak najwyraźniej złodzieje nas pilnują. Patrol przejedzie i przystępują do roboty. Ta historia z volkswagenami świadczy, że to zorganizowana grupa mająca swoje wypracowane metody. Giną samochody używane, przynajmniej kilkuletnie. Często w sierpniu zdarzało się, że były to jakieś przechodzone egzemplarze marki Audi albo BMW, należące do obywateli Niemiec. Jednak zastanówmy się, ile starych, rozbitych samochodów i jakie marki Polacy sprowadzali w ostatnich latach z zagranicy. Jest popyt, jest i podaż, choć tę organizują coraz częściej złodzieje. Kontrolujemy na bieżąco sklepy z używanymi częściami zamiennymi. Jest ich coraz więcej, a właściciele mają na wszystko "podkładki". Spójrzmy poza tym, co można kupić na giełdach w Mysłowicach i Gliwicach - mówi mł. insp. Jerzy Michalski, zastępca komendanta w chorzowskiej KMP.

Interes się kręci i to na tyle dobrze, że są już, np. w Katowicach, hurtownie handlujące używanymi częściami. Te dają drobnym sklepikarzom duże upusty, nawet rzędu 30 procent i sklepikarze z tego żyją.

W Chorzowie miejscem najbardziej zagrożonym kradzieżami jest ostatnio dzielnica Batory. Złodzieje są przewidujący. Kradną nie tylko tam, gdzie nikt nie może ich rozpoznać, ale także tam, gdzie, jak z tej dzielnicy, można łatwo uciec w różnych kierunkach, łatwo wydostać na "średnicówkę" i wybrać jeden z kilku kierunków odwrotu.

- To dla nich ważne, by zabezpieczyć sobie drogę ucieczki. Samochody giną też często na osiedlach Różanka i Śląsko-Gwareckim - wylicza Michalski.

Złą sławę dzielnicy Batory potwierdza też Straż Miejska.

- Batory tak, ale samochody giną wszędzie. I w centrum miasta, i na osiedlach. Poza tym bezczelność złodziei czasem nie zna granic - mówi Marek Szewczyk, komendant SM.

Dobrym przykładem na rosnącą złodziejską bezczelność byli ostatnio panowie ze srebrnego BMW, którzy chcieli uprowadzić volkswagena z ul. Gwareckiej. Właściciel z niemieckim obywatelstwem spłoszył złodziei. Odjechali, ale już po dwudziestu minutach znów byli w tym rejonie i interesowali się tym samym samochodem. Doszło nawet do tego, że po powrocie na Gwarecką zauważyli ich strażnicy miejscy jadący oplem. Opel zaczął ścigać audi, ale skutek był taki, że złodzieje uciekli w kierunku Świętochłowic.

W Chorzowie więcej samochodów ginie w dni powszednie, ale wyjątkiem był świąteczny czwartek, 15 sierpnia. Zniknęło wtedy sześć aut, w tym aż cztery fiaty cinquecento.

- Zapewne ukradziono je po to, by rozebrać później na części. Niedawno znaleźliśmy przy ul. Michałkowickiej fiata tego modelu ukradzionego w Czeladzi. Zdemontowano w tym samochodzie wszystko, co można później sprzedać na giełdzie. Drzwi, klapy silnika i bagażnika, szyby, koła z zapasowym włącznie, itd. Takich porzuconych wraków jest coraz więcej w mieście - słyszymy na dyżurce Straży Miejskiej.

Policjanci twierdzą, że na fachowców ze złodziejskiej branży nie ma właściwie sposobu. Rośnie liczba kradzieży w Chorzowie. Nie pomagają najnowocześniejsze zabezpieczenia. Najlepiej trzymać samochód na strzeżonym parkingu.

Gigant inwestuje w Niepołomicach

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie