MKTG NaM - pasek na kartach artykułów

Chorzów. Rozmowa z Szymonem Michałkiem. Co z ulicą Wolności, kto będzie wiceprezydentem... ?

Mateusz Czajka
Mateusz Czajka
Mateusz Czajka
WYWIAD. Choć Szymon Michałek w I turze wyborów zmiażdżył konkurentów, to nie ma komfortowej w sytuacji w Radzie Miasta. Matematyka jest bezlitosna - ani drużyna prezydenta, ani KO, ani PiS nie ma samodzielnie większości. Jak w takiej sytuacji zamierza rządzić nowy prezydent miasta Szymon Michałek? W naszej rozmowie poruszyliśmy także kwestię ulicy Wolności. Szymon Michałek wspomniał także nieco o pierwszych decyzjach, jakie podejmie jako nowy włodarz. „Chciałbym, aby jeden z wiceprezydentów był osobą, którą wybiorę w rekrutacji spośród urzędników, którzy mają kompetencje do tego, żeby takie stanowisko objąć” – mówi nowy prezydent Chorzowa.

Jak będzie wyglądała współpraca z Radą Miasta w Chorzowie?

Kiedy kilkanaście lat temu władzę w Chorzowie od Marka Kopla przejmował Andrzej Kotala, wygrał dopiero w drugiej turze, dzięki poparciu przekazanym przez kandydatów m.in. z ówczesnego SLD i PiSu. Wygrał zaledwie dzięki niecałym 300 głosom. W późniejszych latach miał już wyższe poparcie i za każdym razem wygrywał w I turze. Czuje pan ciężar odpowiedzialności?

Szymon Michałek: To było dokładnie 281 głosów… Na pewno cieszy mnie to, że bez tego typu poparcia samodzielnie wygraliśmy. Ale to nie jest tak, że na wyborach kończy się samorząd. On na wyborach dopiero się zaczyna. Na razie jeszcze jestem pracownikiem korporacji, czynnie wykonującym swoje obowiązki zawodowe. Dopiero 6 maja, po zaprzysiężeniu, gdy przejmę obowiązki, oficjalnie zacznie się moja praca dla Chorzowian i Chorzowa.

Zna pan wiele osób w Chorzowie – czy to przedsiębiorców, czy osób związanych ze sportem. Wie pan, że będzie dużo takich pokus, żeby ktoś będzie chciał, aby mu coś ułatwić, by mu się „odwdzięczyć”?

Jeżeli ktoś wychowany w określonych wartościach wartościach, ma je ugruntowane oraz osiąga wszystko co ma ciężką, własną pracą to wie, że na wszystko w życiu trzeba zapracować. Wiem na pewno, że ostatnią rzeczą, którą chciałbym zobaczyć, to swoje zdjęcie za pięć albo dziesięć lat z paskiem na twarzy. Dlatego jestem przekonany, że w moim przypadku takich pokus nie będzie. Jeśli wcześniej w Chorzowie była taka praktyka, by pokusom ulegać - to zapewniam, że ja to zakończę. Stan miasta na dziś nie jest zadowalający, dlatego trzeba wykonać ogromną pracę u podstaw, by miasto mogło się odrodzić. Tym się trzeba zająć, nie pokusami.

Nie bez przyczyny na początku rozmowy nawiązałem do momentu, kiedy kilkanaście lat temu Andrzej Kotala przejmował władzę. Mimo wygranej w radzie najwięcej członków miał Wspólny Chorzów związany z rządzącym przed Kotalą Markiem Koplem (co ciekawe, obecnie obaj są związani z KO). Matematyka jest bezlitosna - nie macie większości w radzie. Albo musicie nawiązać współpracę z radnymi PiS lub KO, albo kogoś przeciągnąć na swoją stronę. Jest jeszcze trzecia opcja - rządzenie bez większości i przekonywanie do wielu spraw radnych PiS lub KO, bo raczej wątpliwe jest, że te dwa ugrupowania w Chorzowie zawiążą jakieś porozumienie. Co wybiera drużyna Szymona Michałka?

Mamy dziewięciu radnych, Koalicja Obywatelska ma dziesięciu, a PiS ma czterech…

… do większości potrzeba dwunastu.

Większość w Radzie Miasta to komfort wprowadzania bardzo potrzebnych w Chorzowie zmian i nowoczesnych rozwiązań. To gwarant w dążeniu do stabilnego rozwoju miasta. Chorzowianie wiedzą, jaki proponuję obrać kierunek - dali temu wyraz oddając na mnie głos. To oznacza, że mieszkańcy życzą sobie zmiany - myślę, że radni z KO i PiS o tym wiedzą. Dlatego jestem przekonany, że będą chcieli współpracować, razem z nami dbać o rozwój Chorzowa. Bo tylko dzięki współpracy będziemy mogli wszyscy, bez względu na przynależność polityczną, poprawić komfort życia Chorzowian. Wybory są czasem podkreślania różnic, które teraz powinny być niwelowane kompromisami i współpracą.

A co, jeśli nie będą chcieli współpracować? Nie wszyscy muszą się przecież zgadzać na proponowane kierunki rozwoju, choćby właśnie ze względu na przynależność partyjną.

Jestem wielkim demokratą. Szanuje odmienne zdania i poglądy. Zakładam także, że radni to osoby, którym dobro Chorzowa leży na sercu - dlatego chciałbym rozmawiać zarówno z radnymi PO jak i PiS. Bo możemy się różnić, co nie oznacza, że nie możemy współpracować. Zdaję sobie sprawę z tego, że czasem rozmowy będą trudne, ale chcę wyjść do radnych z przemyślaną ofertą, propozycjami i rozwiązaniami, od realizacji których zależy poprawa jakości życia w Chorzowie. To jest najważniejsze - i tego chcieli Chorzowianie wybierając władze samorządowe.

Czyli nie zakłada pan formalnych koalicji?

Uważam, że na poziomie samorządu polityka ogólnopolska nie ma takiego bezpośredniego zastosowania. Mniej liczą się barwy i logo partyjne - bardziej konkretni radni - ludzie, których lokalne społeczności wybrały do reprezentacji swoich potrzeb. Liczę na to, że chorzowscy radni - zarówno z PO jak i PiS - właśnie te interesy będą chcieli reprezentować. A jeśli tak, to uważam, że ważne sprawy można przedyskutować w formacie szerokiego porozumienia dla lepszej przyszłości miasta i jego mieszkańców. Dla mnie liczą się zrealizowane cele, nie papierowe koalicje.

Przy umowie koalicyjnej tworzy się wspólny plan, który bierze pod uwagę cele jednej i drugiej strony. Podpisuje się umowę.

Dobrze pan wie, ile warte były dotąd podpisywane porozumienia i umowy koalicyjne. Radni, którzy dostali wybrani, zawarli już umowę społeczną z mieszkańcami proponując im swój program wyborczy. Ci, którzy do Rady Miasta Chorzów się dostali, są związani słowem z Chorzowianami. Wszyscy znamy postulaty każdej ze stron. I na tej kanwie można wypracować wspólny plan działania. Nie trzeba do tego papieru - dla samorządowca słowo dane mieszkańcom powinno być ważniejsze, niż podpisywanie deklaracyjnych umów.

Swego czasu w Gliwicach kilku radnych z PO pod wodzą wiceprezydent Ewy Weber (później odwołaną) wspierało Adama Neumanna mimo tego, że inne koło platformy było de facto w opozycji.

To zawsze jest indywidualny wybór każdego człowieka: co jest ważniejsze? Partia czy mieszkańcy.
Nie zakładam, że wszyscy radni będą chcieli ściśle współpracować, pewnie będą też tacy, którzy zdecydują się realizować partyjne postulaty - to trzeba przyjąć, a nawet zrozumieć. Ale nadal konsekwentnie dążyć do osiągnięcia zamierzonych celów. Tu, w samorządzie, odpowiadamy przed mieszkańcami, którzy - jak widać - potrafią skutecznie rozliczać swoich przedstawicieli.
Warto o tym pamiętać zawsze podczas podejmowania ważnych dla miasta decyzji.

W piątek przed wyborami Andrzej Kotala (wraz z radnymi m.in. Bartłomiejem Czają i wiceprezydentami Marcinem Michalikiem i Mariolą Roleder) mówił o niezwykłej brutalności tej kampanii. Wyobraża sobie pan współpracę bezpośrednio z nimi po dosyć mocnej kampanii i krytyce wielu lat ich rządów?

Prezydent Kotala stwierdził w swojej w swojej kampanii wyborczej, że potrzebny jest stadion Ruchowi i obiecał go po raz czwarty. Obiecał go również radny Grzegorz Krzak. Dlatego nie wyobrażam sobie, żebyśmy w takiej sytuacji nie współpracowali. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie będzie to pełna miłości współpraca. Ważne jest jednak, by była skuteczna. Tym powinniśmy się zająć, żeby po prostu dopiąć ten temat, skoro każdy tego chce. W kampanii wiele osób mnie pomawiało i mocno atakowało. Będzie trudno współpracować - to oczywiste, ale jeszcze czekam na 6 maja - nie wiadomo bowiem, jak ułoży się Rada Miasta. Może bowiem okazać się, że niektórzy wcześniej rządzący złożą mandat. Wyobraźmy sobie jak trudno byłoby być tylko radnym, gdy wcześniej było się prezydentem - to przecież duża porażka.

Audyt w Urzędzie Miasta w Chorzowie

Skoro mówimy o nowej rzeczywistości, to „szczęśliwy Chorzów” ma zacząć się od audytu. Jak on będzie wyglądał? Mówił pan też o tym, że audyt może rozliczyć poprzednie rządy, a jeśli wyjdą jakieś nieprawidłowości, to mogą zostać te sprawy skierowane do odpowiednich organów.

Mamy firmy, które się zajmują audytem profesjonalnie. Powinna być wybrana firma, która zrobi to niezależnie i nie jest związana w żaden sposób ani ze mną, ani z ustępującym prezydentem, ani z nikim w radzie miasta. Osoby, które pracowały w takich firmach, zdają sobie sprawę, że na przykład robiąc audyt jednemu bankowi nie mogą mieć tam konta. To dosyć restrykcyjne podejście. Tak zwana wielka czwórka, to firmy audytorskie, które na rynku muszą być po prostu krystalicznie czyste, żeby te audyty były jak najbardziej niezależne od wpływów. Audyt pokaże ewentualne nieprawidłowości. To też mogą kwestie, na przykład źle przeprowadzanych procedur wewnętrznych, które można po prostu naprawić bez jakiegoś większego wyciągania konsekwencji.
Jeżeli byśmy natrafili na coś, co byłoby niepokojące, to naszym obowiązkiem byłoby to zgłosić. Ja nie jestem ani policją, ani prokuraturą, ani sądem – tym miałby się zająć odpowiednie instytucje.

Czy wnioski z tego audytu zostaną przekazane w jakiejś formie mieszkańcom?

Tak - w zależności od tego, czy wszystkie te informacje będą mogły być podawane publicznie. Generalnie chcemy wyciągnąć wnioski z polityki naszych poprzedników.

Jaka przyszłość czeka ulicę Wolności?

Rozmawiamy na ulicy Wolności. Nie zmieniła się ona zbytnio w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Zarówno pan, jak i kontrkandydaci mówili o konieczności zrewitalizowania tego miejsca. Raczej nie pomoże tylko odnowienie kostki. Tu potrzeba nowego pomysłu na to miejsce, czy też swego rodzaju zmiany „modelu biznesowego”. Ma pan taki pomysł?

W kontekście ulicy Wolności mówiłem raczej o zmianie podejścia do biznesu, niż do rewitalizacji sensu stricte. Rzeczywiście ustępujący prezydent mówił o wymianie kostki. Kontestowałem to i mówiłem, że jej wymiana w żaden sposób nie naprawi sytuacji tej ulicy. Znam zagraniczne ulice, które mają gorszą kostkę, ale dużo lepiej funkcjonują, ponieważ tam są ludzie. Ostatecznie wszystko zależy od tego, czy jest przepływ ich odpowiedniej liczby.

W takim razie jak go zapewnić? Jest godzina 18.00, a chorzowska „Wolka” jest niemal wyludniona mimo ładnej pogody. Sporo witryn jest pustych, a w lato mamy tu przysłowiowy ukrop. W biznesie potrzeba przewagi konkurencyjnej, aby dobrze prosperować. Jaką przewagę może zyskać to miejsce nad centrami handlowymi, deptakami w sąsiednich miastach, czy też innymi miejscami spotkań? Cenowo – z zakupami online lub w marketach - się nie wygra.

Troszkę żałuję, że po tej ulicy jeździ tramwaj. Mamy równolegle poprowadzoną i niedawno remontowaną ulicę Powstańców. Myślę, że tutaj nikomu naprawdę by się nic nie stało, jeżeliby ten tramwaj przenieść pięćdziesiąt metrów dalej (obecnie tramwaje ulicą powstańców jadą tylko w kierunku rynku – przyp. red.).

Można było o tym pomyśleć, tworząc na rynku centrum przesiadkowe.

Nie wiem, czemu nikt o tym nie pomyślał, bo to w jakiś sposób ogranicza możliwości. Teraz mamy na środku ulicy Wolności tory. Za każdym razem, gdy jedzie tramwaj, trzeba zejść z deptaka, uważać na dziecko, aby nie wpadło pod ten pojazd i patrzeć, czy z tyłu nic nie nadjeżdża. Na Krupówkach się spaceruje i człowiek czuje się swobodne, bo tam żaden tramwaj nie jeździ.

Tory ograniczają także możliwości przeprojektowania deptaka tak, aby znalazło się tam więcej zieleni. Obecnie mamy parę drzewek w donicach.

Tak. Dodatkowo w Krakowie, ale i w innych miastach, restauratorzy mogą rozłożyć swoje ogródki i poszerzyć powierzchnię. Tutaj tak naprawdę tego nie można zrobić. To jest pewien problem i nie wiem, czy on jest w ogóle do odkręcenia w tym momencie, bo centrum przesiadkowe już powstało, a ulica Powstańców została wyremontowana. Nie słyszałem w dyskusji publicznej, aby na ulicy Wolności zrezygnować z tramwajów.

Nie kojarzę, aby taki pomysł padł wcześniej publicznie.

Drugą ważna kwestia związana z ulicą Wolności, to konieczność rozmowy z przedsiębiorcami. Dlaczego? Bo to nie urzędnicy będą tutaj otwierali sklepy tylko przedsiębiorcy. Tak naprawdę mamy do czynienia z trzema (nie licząc klientów) rodzajami interesariuszy: właściciele kamienic, miasto (jako właściciel części budynków) i osoby, które wynajmują lokale od miasta albo od prywatnego właściciela. To z nimi trzeba rozmawiać tak naprawdę i zastanawiać się nad tym wspólnie, co najlepiej zrobić, żeby ożywić tę ulicę. W moim przekonaniu brakuje nam w Chorzowie myślenia o ludziach młodych. Potrzeba nam napływu takich osób, które chcą tutaj zostawać, bawić się, spędzać czas. Dzięki nim frekwencja w takich miejscach jak ulica Wolności się zwiększa. Ludzie zaczynają wychodzić. Mówi pan, że dzisiaj ta ulica jest pusta, ale ona jest pusta dlatego, że moim zdaniem właściciele sklepów widzą, że po prostu jest tutaj mniejszy przepływ ludzi o tej porze. Nie ma sensu płacić sprzedawcy w sklepie, do którego nikt nie wejdzie. Musimy ożywić to miasto młodszymi ludźmi, którzy będą chcieli z niego korzystać.

Problem pustoszejących miejsc jest jednak nie tylko problemem Chorzowa.

Tak, ale nie znaczy to, że mam się porównywać do gorszych. Zawsze powinniśmy porównywać się do lepszych.

Kto zostanie wiceprezydentem Chorzowa?

W kampanii wiele mówi się o inwestycjach. Chorzów nie ma najgorszej, ale też nie ma najlepszej kondycji finansowej jeśli spojrzymy na zadłużenie procentowo w stosunku do przychodów. W jaki sposób zamierza Pan utrzymać budżet w ryzach m.in. przy planowanej budowie stadionu. Zwiększenie przychodów, oszczędności? Prezydent Andrzej Kotala w rozmowie z nami stwierdził, że na ten moment nic nie odłożono na wspomnianą inwestycję. Miasto ma mieć podpisany tylko list intencyjny w sprawie kredytu z banku.

Przede wszystkim musimy ściągać do Chorzowa wielkich inwestorów, którzy będą chcieli tutaj realizować duże projekty, a te projekty przełożą się na to, że będzie się zwiększał dochód z podatków. Na pewno będziemy musieli dowiedzieć się, (to będzie częścią audytu) w jakiś sposób do tej pory wydawaliśmy te pieniądze, bo może się okazać, że po stronie kosztowej nie wszystko było idealnie przemyślane.

Czy jest jakaś decyzja, którą pan chce podjąć (nawet przed audytem) zaraz po objęciu funkcji? Dokument, gdzie złoży pan swój podpis zaraz po wejściu do ratusza?

Na pewno chciałbym dobrze się poznać ze wszystkimi urzędnikami. Myślałem nawet o czymś takim, żeby wprowadzić tzw. „Town Hall”. Jednego dnia godzinę wcześniej ludzie przyszliby do pracy (czy też godzinę później wyszli), żeby mogli bezpośrednio ode mnie usłyszeć, co mam im do powiedzenia. Te słowa byłyby skierowane tylko do pracowników Urzędu Miasta. Przedstawiłbym siebie i swoje oczekiwania. Zapewniłbym o współpracy i chęci ciężkiej pracy. Druga kwestia jest taka, że chciałbym, aby jeden z wiceprezydentów był osobą, którą wybiorę w rekrutacji spośród urzędników, którzy mają kompetencje do tego, żeby takie stanowisko objąć. To pokazałoby im, że ciężka, uczciwa praca na rzecz miasta oraz kompetencje, wiedza i chęć rozwoju mogą doprowadzić do tego, że nawet urzędnik, który nie brał udziału w wyborach i trzyma się troszeczkę z boku od polityki, ma szansę mieć wpływ na zarządzanie miastem.

Kiedy poznamy nazwisko tego urzędnika, pozostałych wiceprezydentów oraz przewodniczącego rady?

W pierwszym tygodniu maja.

Dziękuję za rozmowę.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Paliwo na stacjach będzie tańsze

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na chorzow.naszemiasto.pl Nasze Miasto