18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Andrzej Kotala: Na sprawie mebli ucierpiał mój autorytet

Łukasz Respondek
Marzena Bugała
Z prezydentem Andrzejem Kotalą, o zakupieniu przez urząd mebli w firmie, której właścicielem jest jego córka, rozmawia Łukasz. Respondek.

Sprawa zakupu mebli chyba odbije się panu czkawką. W mieście funkcjonuje biuro, które ma usprawniać procedury przetargowe. Tymczasem doszło do rzeczy etycznie dwuznacznej...

W ubiegłym roku powołałem w Urzędzie Miasta biuro zamówień publicznych. W mojej ocenienie, wcześniejsze rozwiązania, które funkcjonowały za prezydentury pana Marka Kopla, gdy każdy wydział odpowiadał za zamówienia publiczne, było niedobre. Uważam, że wszystkie zamówienia powinny spływać w jedno miejsce. Tam się je grupuje i sumuje, a potem podejmuje decyzje o zakupie z wolnej ręki lub ogłoszeniu przetargu nieodgraniczonego.

Którego rozwiązania jest pan zwolennikiem?
Kładę nacisk, aby wszystko co urząd kupuje było w formie przetargów nieograniczonych. Informacja o tym powinna być wywieszona i ogłoszona, aby jak najwięcej firm mogło się o przetargu dowiedzieć, po to właśnie, żeby ceny były konkurencyjne. Idea jest taka, aby maksymalnie obniżyć koszty zakupu. Wcześniej o przetargach wiedziało niewiele firm. Wpływały góra dwie lub trzy oferty. Teraz sytuacja jest zupełnie inna. Biuro znacznie poprawia efektywność działania urzędu. Takie rozwiązanie stosuje wiele samorządów.

Na ostatniej sesji, gdy radni domagali się wyjaśnień, powiedział pan, że na sprawie zakupu mebli miasto zyskało, a pan stracił. Może pan rozwinąć tę myśl?
Nie biorę udziału w tych postępowaniach. Nie należy to do moich kompetencji. Dowiaduję się tylko o ogłoszeniu i wynikach. W tym przypadku dowiedziałem się, że wpłynęła oferta spółki, której właścicielem jest moja córka. Stało się tak, że była ona akurat najtańsza. Pytałem więc, czy istnieje sposób, aby tę ofertę wykluczyć. Pod względem formalno- prawnym, niestety, wszystko było w porządku. Zdawałem sobie jednak sprawę, że pod względem etycznym, to się nie spodoba ani urzędnikom, ani mieszkańcom. Posypuję głowę popiołem. Był to niefortunny przypadek. Zrobię wszystko, aby w przyszłości do takich sytuacji już nie dochodziło.

Ale miasto zarobiło ponad 20 tysięcy złotych...
To prawda. Kolejna oferta, gdybyśmy odrzucili tę, była na poziomie 45 tysięcy zł. Ja na wizerunku mocno jednak straciłem. I za to chciałem mieszkańców bardzo mocno przeprosić. Prosiłem prezesa tej spółki, aby więcej nie uczestniczył w przetargach w naszym mieście, bo ja i mieszkańcy sobie tego nie życzymy. Niech szuka zamówień gdzieś indziej, nie w chorzowskim Urzędzie Miasta.

Przyznaje pan więc, że sytuacja była bardzo niefortunna.
Biję się w pierś. To taka niesympatyczna sprawa i dla mnie, i dla mieszkańców.

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie