Im bliżej rocznicy II wojny światowej, tym więcej wypowiedzi i opinii szkalujących Polskę Tydzień przed obchodami rocznicy wybuchu II wojny światowej w Niemczech znów głośno brzmią oskarżenia Polaków za powojenne ...

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Im bliżej rocznicy II wojny światowej, tym więcej wypowiedzi i opinii szkalujących Polskę


Tydzień przed obchodami rocznicy wybuchu II wojny światowej w Niemczech znów głośno brzmią oskarżenia Polaków za powojenne tragedie wypędzonych. Retoryka przewodniczącej Związku Wypędzonych (BdV) zagłuszyła list 140 Niemców ws. paktu Ribbentrop-Mołotow de facto wyznaczających ton debaty publicznej ("Niemiecki i sowiecki napad na Polskę we wrześniu 1939 był preludium do bezprecedensowej niszczycielskiej wojny, którą Niemcy przysporzyli swoim sąsiadom w całej Europie, zwłaszcza Polsce" - napisali). Byli wśród nich także ci, którzy popierają budowę Centrum Wypędzonych: Joachim Gauck, historyk Arnulf Baring, publicystka Helga Hirsch, pisarz Erik Loest , przemysłowiec Hans-Olaf Henkel, właścicielka Axel-Springer Friede Springer i gwiazda telewizyjna Maybrit Ilner.

Ich wysiłek podważyła Eryka Steinbach, gdy na zjeździe swojego związku obarczała Polaków odpowiedzialnością za powojenny losy Niemców.

- Nie chodzi w tym o mnie, ale chodzi o wolność kraju i naszego związku ofiar - powtarzała bałamutnie na zjeździe licznej, silnej organizacji BdV, której szefuje. - Nie pozwolimy sobie odebrać tej wolności przez nikogo, niezależnie czy będą to osoby z kraju, czy z zagranicy - dodała.

W zjeździe Związku Wypędzonych wzięła udział też kanclerz Niemiec Angela Merkel. Od lat ziomkostwa odwiedzają najważniejsi politycy niemieccy, podkreślają eksperci.

- Co roku pojawia się tam przedstawiciel rządu - mówi publicysta "Polityki" Adam Krzemiński.

Ten fakt świadczy o tym, że jest to element konstytutywny współczesnej niemieckości.

- Dwadzieścia lat temu przekonywano mnie, że ten resentyment minie, ale okazało się że jest zupełnie odwrotnie - on narasta - mówi prof. Zdzisław Krasnodębski.

Inni eksperci przekonują, że problem resentyment wypędzonych (roszczeniowość wobec Polski), a budowa Centrum Wypędzonych i zachowanie pamięci o nich to dwa różne problemu. Pierwszy dotyczy stosunkowo niewielkiej liczby Niemców i także przez nich jest traktowany w różny sposób. Nie interesują się nim młodzi Niemcy. Drugi to właśnie element tożsamości niemieckiej. Specjalista ds. Niemiec i redaktor naczelny "Dialogu" wyjaśnia go obrazowo. Przywołuje przykład PiS i jego pomysłu budowy Muzeum Powstania Warszawskiego.

- Polacy z radością zaaprobowali rozwój tego projektu, ale nie było to równoznaczne z poparciem partii i jej poglądów - wyjaśnia Basil Kerski. Jego zdaniem związek Eriki Steinbach także odpowiada na potrzeby części Niemców, starając się o budowę Centrum przeciwko Wypędzeniom. Jednak program BdV nie jest powszechnie akceptowany.

Dlaczego jednak kanclerz Merkel zaszczyca ziomkostwa swoją obecnością?

- Nie chcę pomniejszać znaczenia pani Steinbach, to nie jest tak, iż ona nie liczy się w niemieckiej debacie - mówi Kerski.

Na pewno trzeba wziąć pod uwagę fakt, że w Niemczech panuje gorąca atmosfera przed wyborami parlamentarnymi i kanclerskimi (dobędą się 27 września).

Eksperci wskazują jednak, że pani kanclerz nie okazywała serdeczności samej szefowej Związku Wypędzonych.

- Merkel potraktowała Steinbach chłodno, ale chciała pojawić się na zjeździe, bo jest to element kampanii wyborczej - zauważa Krzemiński.

Kanclerz miała dwa cele: złagodzić konflikt z szefową związku i uzyskać kilkaset tysięcy głosów. Dlatego szukała punktów wspólnych z wypędzonymi.

- Sposób myślenia, który przejawił się w przemówieniu Merkel, jest szeroko akceptowany w różnych środowiskach - liberalnych, lewicowych, nie są to już mohery Niemieckie - podkreśla prof. Krasnodębski.

Fakt, że o poparcie związku zabiegają najważniejsi politycy w Niemczech, także potwierdza, iż narracja wypędzonych jest nieodłącznym elementem niemieckości.

Specjaliści przekonują, że Polska powinna odpowiedzieć w pozytywny sposób na ten problem. Większość jednak sprzeciwia się budowie Muzeum Ziem Zachodnich. Polska powinna skoncentrować się na budowie Muzeum II Wojny Światowej, a także Solidarności.

- Muzeum Solidarności jest świetnym przykładem, że ludzie, którzy przybyli ze wschodniej Polski do Gdańska, nie tylko odnaleźli własną tożsamość, ale potrafili sformułować własną postawę - mówi Kerski.

Z równym spokojem wypowiadają się politycy PO. Ich zdaniem oburzanie się nie ma sensu. I trzeba wykorzystać rocznicę wybuchu wojny.

- W tym dniu Gdańsk pojawi się na czołówkach mediów, a polski premier i prezydent będą cytowani - podkreśla przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych PE Krzysztof Lisek.

Nie ma jednak wątpliwości, że Polska musi wypracować strategię wyprzedzającą, by ataki takich postaci jak Erika Steinbach były traktowane z pobłażliwością, a nie z niepokojem. Ale by to się stało, rząd musi upewnić Polaków mieszkających na Ziemiach Zachodnich, że ich majątki są bezpieczne.

Wiadomości

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!