Kościół ewangelicki Bytom Bobrek. Pod koniec lipca pożar zniszczył zabytkowy drewniany kościół w Bytomiu Bobrku. Budynek został rozebrany i przewieziony do skansenu w Chorzowie. Tam czeka, co będzie dalej. Zobaczcie zdjęcia z demontażu kościółka!

Kościół ewangelicki Bytom Bobrek

Zabytkowy drewniany kościółek ewangelicko-augsburski trafił prawie dwa miesiące temu do Muzeum Górnośląskiego Parku Etnograficznego w Chorzowie. Chciałoby się powiedzieć: w końcu, bo batalia o jego przewiezienia trwała kilka lat. Tydzień przed pożarem załatwiano właśnie ostatnie formalności związane z jego zabezpieczeniem. Zarząd województwa śląskiego już w czerwcu na demontaż zabytku przeznaczył 200 tys. zł.

Jednak niestety nie zdążono w porę, bo zabytkowy kościółek został podpalony. Jak udało się ustalić bytomskiej policji, ogień został zaprószony przez dwóch chłopców, w wieku 10 i 13 lat. Z relacji dzieci wynikało, że rzucali w pobliżu kościółka zapalonymi zapałkami. Od jednej z nich zapaliła się firanka, a potem pożar objął kolejne fragmenty budynku.

Kościółek, a w zasadzie jego elementy i moduły, znajdują się teraz w hali magazynowej skansenu. Co z nim dalej będzie? Jeszcze do końca nie wiadomo. Ks. Jan Kurko, proboszcz ewangelickiej parafii w Bytomiu, mówi, że trwają ciągle rozmowy z władzami miasta o powrocie kościółka do Bytomia i miejscu, gdzie miałby stanąć. Mówi się, że byłby to park miejski, gdzie kiedyś stał inny spalony kościół.

Kościół ewangelicki Bytom Bobrek. Od dwóch miesięcy już bezpieczny w skansenie [FOTO]

Zanim jednak zabytek trafił do magazynów skansenu, musiał zostać rozebrany na mniejsze elementy. Zajęła się tym firma architektoniczna Arkada. Nie po raz pierwszy demontowali i przewozili drewniane budynki, ale pierwszy raz robili to na Śląsku. Wcześniej pracowali m.in. na Dolnym Śląsku, gdzie przenosili drewniane domy przysłupowe, zniszczone podczas powodzi w Bogatyni. Tam transportowali je w bezpieczne miejsce i ponownie składali.

Prace demontażowe bytomskiego kościółka rozpoczęły się w połowie września i trwały do 15 listopada. W tym czasie pracownicy kawałek po kawałku zdejmowali części z konstrukcji kościółka. Wszystko nadzorowała specjalna komisja, która oceniała stan techniczny poszczególnych elementów.
Jak mówi nam Radosław Nawara z firmy konserwatorskiej, która wykonywała to zlecenie, najwięcej trudności przysporzyły im fragmenty konstrukcyjne.

- Kościół był w takim opłakanym stanie, że ciężko było poruszyć jeden element, żeby nie naruszyć drugiego. Wszystko trzymało się na "zasadzie przyzwyczajenia" - opowiada.

Ze spalonego budynku udało się ocalić 80 proc. elementów. Są w na tyle dobrym stanie, że uda się je odtworzyć. Ale Nawara podkreśla, że mówimy o 80 proc. fragmentu budynku, które zachowały się już po ugaszeniu pożaru.

Po rozebraniu kościółka, jego moduły i elementy zostały przetransportowane do skansenu. Z tym pracownicy nie mieli większych trudności. Przeszkodą mogłyby się okazać za małe przepusty trasy z Bytomia do Chorzowa, czyli np. za niskie wiadukty, albo zbyt nisko wisząca trakcja tramwajowa. Ale żaden z nich nie stanął im na drodze.

Po dotarciu już do skansenu, przewiezione fragmenty dodatkowo zostały zabezpieczone preparatami grzybobójczymi przeciwogniowymi. Części zostały także zaimpregnowane, a ubytki uzupełniono, oszklono także okna.

Po decyzji, gdzie kościółek będzie mógł stanąć, powstanie dokumentacja projektowa, która wyceni ile ponowny montaż będzie kosztować.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!