Operacja endoprotezy w ZSM w Chorzowie. Jak wygląda?

Operacja endoprotezy w ZSM w Chorzowie odbywa się około sto razy w ciągu roku. To niebezpieczna operacja, podczas której może dojść do wielu komplikacji. Z drugiej strony jest na nią duże zapotrzebowanie.

1/31
Arkadiusz Ławrywianiec
Cztery nowoczesne sale w Zespole Szpitali Miejskich w Chorzowie są gotowe do operacji. Co z tego, kiedy Narodowy Fundusz Zdrowia podpisuje z nim takie kontrakty, że dwie stoją puste.

Największym problemem są endoprotezy, to operacje, na które czeka się najdłużej, nawet do pięciu lat. A przecież jest na nie ogromne zapotrzebowanie, bo w znaczny sposób poprawiają one jakość życia pacjentów.

Operacja endoprotezy w ZSM w Chorzowie: możliwe są komplikacje


Udało nam się zobaczyć jedną taką operację. 60-letnia mieszkanka Chorzowa miała operowane wczoraj lewe biodro. Bardzo zniszczone, chodziła po domu już tylko o kulach, gdy wychodziła na zewnątrz, musiała używać wózka inwalidzkiego - ból był nie do wytrzymania.

Na endoprotezę czekała pięć lat. I to jednego biodra. Drugie również musi mieć wymienione, ale dopiero za pół roku, gdy dojdzie do siebie po pierwszej operacji.

Na sali operacyjnej nie ma dużo miejsca. Razem z fotoreporterem trochę przeszkadzamy na początku przygotowującym wszystko pielęgniarkom. Pacjentka jest przygotowana, dostała znieczulenie zewnątrzoponowe, które jest bezpieczniejsze, dlatego nie czuje nic od pasa w dół, ale jest przez cały czas przytomna.

- To jedna z najniebezpieczniejszych operacji - podkreśla dr n. med. Henryk Konik, ordynator oddziału chirurgii urazowo-ortopedycznej Zespołu Szpitali Miejskich w Chorzowie, który przeprowadzał operację. - Podczas frezowania, uderzania w kości, istnieje możliwość, że stworzy się zator tłuszczowy, a to jest bardzo niebezpieczne.
∨ Czytaj dalej

Może do niego dojść nawet kilka dni po operacji.

Jak wygląda operacja endoprotezy w ZSM w Chorzowie?


Po godzinie jest już po wszystkim. Lekarze zszywają dziesięciocentymetrową ranę, nakładają opatrunek i podają antybiotyki. Podczas drugiej doby, pacjentka z nowym biodrem będzie mogła już wstawać.

- Teraz takie operacje robi się inaczej niż kilkanaście lat temu - wyjaśnia ordynator. - Przede wszystkim jest dopracowane instrumentarium, czyli narzędzia są odpowiednio dobrane do każdej czynności, co minimalizuje błędy. Nowe sale natomiast zmniejszają ilość zakażeń, poprzez odpowiednią wentylację, która sterylizuje pomieszczenie.

Ordynator Konik wyjaśnia, że podczas wymiany biodra może nastąpić szereg komplikacji, często się zdarza, że trzeba też podawać krew. Na szczęście tym razem było wszystko w porządku, choć nie należała ona do łatwych.

- Pacjentka miała bardzo zniszczony staw, musiała przyjmować środki przeciwbólowe, a to wszystko wpływa na cały organizm - mówi dr Konik.

Więcej na temat

Komentarze (0)

avatar
Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!

Wybierz kategorię