Eksperci twierdzą, że zwolnieni pracownicy administracji szybko trafią do samorządów Eksperci twierdzą, że zwolnieni pracownicy administracji szybko trafią do samorządów

Eksperci twierdzą, że zwolnieni pracownicy administracji szybko trafią do samorządów (© FOT.TOMASZ HOŁOD)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Dla urzędników pracujących w administracji rządowej na Śląsku nastały ciężkie czasy. Nawet trzy tysiące z nich może stracić pracę do końca 2010 roku, wskutek obowiązkowej "racjonalizacji zatrudnienia". Rząd Donalda Tuska zamierza dzięki zwolnieniom w ciągu trzech lat zaoszczędzić ok. 3 mld zł. Wiele wskazuje na to, że na pierwszy ogień pójdzie Śląski Urząd Wojewódzki. Łukasz Falgier, dyrektor generalny urzędu, ma się dziś zameldować w tej sprawie u ministra pracy Michała Boniego.

Poza urzędem wojewódzkim, pod nóż pójdą etaty m.in. w oddziałach ZUS, KRUS, NFZ, urzędach skarbowych oraz funduszach i agencjach rządowych. W skali kraju pracę ma stracić co dziesiąty urzędnik, ale nie znaczy to, że wszędzie cięcia będą proporcjonalne. Urząd, który udowodni, że działa nadzwyczaj sprawnie albo zatrudnieni w nim ludzie mają szczególne znaczenie dla gospodarki, będzie oszczędzony - zapowiada resort pracy. Tyle że śląscy urzędnicy w to nie wierzą, bo "Warszawa i tak zetnie tylu, ilu zechce".

Niemal powszechne jest też przekonanie, że wyjąwszy urzędników mianowanych, którzy są praktycznie nietykalni, i politycznych protegowanych - zagrożony jest każdy. O swoje posady drży więc większość z niemal 30 tys. urzędników administracji rządowej w woj. śląskim (sama skarbówka ma tu 4891 etatów, a Śląski Urząd Wojewódzki 960).

Szefowie części urzędów już się martwią. - Zwolnienie 10 proc. ludzi to dla śląskiego NFZ paraliż - ocenia rzecznik oddziału Funduszu Jacek Kopocz. Dyrektor śląskiego KRUS Irena Łaba nie wyobraża sobie redukcji zatrudnienia w pionach ubezpieczeń i świadczeń, obsługujących ubezpieczonych. - To groziłoby katastrofą - mówi.

Spokojni o posady mogą być tylko żołnierze, policjanci, sędziowie, prokuratorzy i osoby korzystające z uprawnień związanych z rodzicielstwem oraz ci, którzy są w ochronnym wieku przed-emerytalnym.


Armia urzędników straci pracę, gdy 1 stycznia 2010 w życie wejdzie ustawa o racjonalizacji zatrudnienia w administracji rządowej. Rządowy projekt został już skierowany do tzw. konsultacji społecznych. Zakłada on 10-procentową redukcję kadry urzędniczej, co ma dać 3 miliardy złotych oszczędności do 2012 roku. Na Śląsku na bruk może trafić nawet 3 tys. osób.

O tym, kto straci pracę, będą decydowali szefowie poszczególnych urzędów. Jeśli któryś z nich nie zechce zwalniać według rządowej instrukcji, zostanie ukarany upomnieniem, naganą albo nawet karą finansową.

Eksperci zwracają jednak uwagę, że oszczędności mogą być pozorne. Zwalniani znajdą posady u kolegów w samorządzie i instytucjach nieobjętych ustawą.

- Ktoś, kto nie zna specyfiki pracy Narodowego Funduszu Zdrowia, uważa, że my tu nic nie robimy i można sobie ciąć etaty, ale kiedy zabraknie tych dziesięciu procent ludzi, może się okazać, że system padł - mówi Jacek Kopocz, rzecznik śląskiego NFZ. A o posady boi się teraz w Funduszu 560 osób, tyle bowiem zatrudnionych jest na etatach. Strach jest tym większy, że decyzje o zwolnieniach będą zapadały w centrali NFZ w Warszawie i prawdopodobnie do Katowic dotrą gotowe listy ludzi do odstrzału. Podobnie może odbyć się to w ZUS i KRUS. - Czekamy na informacje z centrali, ale nie wyobrażam sobie, żeby to były takie proste cięcia. Na pewno będziemy, jako dyrektorzy oddziałów, mieć coś do powiedzenia - twierdzi Irena Łaba, szefowa śląskiego KRUS.

W urzędzie wojewódzkim. na wieści z Warszawy czeka 960 pracowników. - Na razie nic nie wiemy poza informacjami, jakie docierają do nas z mediów. Być może więcej na temat zwolnień dowiemy się od dyrektora generalnego, po jego powrocie z Warszawy pod koniec tygodnia - przekonuje Marta Malik z Urzędu Wojewódzkiego.

W Izbie Skarbowej w Katowicach 517 osób nie jest pewnych swojej przyszłości, ale to i tak niewiele w stosunku do urzędników zatrudnionych w 37 skarbów-kach na terenie województwa śląskiego. - Na razie mamy w nich 4891 etatów. Ta liczba jest płynna, bo od stycznia do czerwca w ogóle nie było przyjęć do pracy - mówi Grażyna Piechota, rzecznik katowickiej Izby Skarbowej.

Po wejściu w życie ustawy o racjonalizacji zatrudnienia, z synekurami w różnej maści agencjach rządowych będzie musiało pożegnać się wielu działaczy partyjnych. - Teoretycznie powinno zabraknąć dla nich miejsca. W praktyce obawiam się, że zwyciężą układy i prędzej zwolnienia zostaną wręczone fachowcom niż znajomym znajomych - mówi anonimowo szef jednej z agencji. Tymczasem Centrum Informacji Rządu wydało pocieszający komunikat informujący, że urzędy, które udowodnią, że wszystkie powierzone zadania realizują efektywnie oraz że mają szczególne znaczenie dla funkcjonowania państwa, mogą zostać zwolnione z redukcji zatrudnienia. Dyrektorzy pukają się jednak w czoło i przekonują, że żaden szef nie będzie walczył z wiatrakami, podkładając się przełożonym.

- W takiej sytuacji myśli się o własnym stołku, a nie o negocjacjach z Warszawą. Poza tym to zadanie związków zawodowych, niech krzyczą - mówi jeden z nich.

Można się jednak spodziewać, że ustawa nie spowoduje automatycznego odchudzenia administracji i jej realizacja nie będzie tania. - Urzędnicy powalczą przed%07sądami o uznanie przyczyny zwolnienia za pozorną, bo trudno będzie rządowi obronić tezę, że akurat 10 proc. powinno zostać zwolnionych. A dlaczego nie siedem albo trzynaście - przewiduje Bogusław Ziętek, szef Sierpnia 80 i dodaje, że część urzędników może też dowodzić, że podczas typowania do zwolnienia miała miejsce dyskryminacja ze względu na wiek, płeć czy poglądy polityczne. Jeśli sąd uzna te racje, zwalniany otrzyma trzykrotność ostatniego wynagrodzenia oraz zwrot kosztów poniesionych podczas szukania nowej pracy lub utraconych dochodów. Może nakazać także przywrócenie do pra-cy.

Z kolei urzędnicy mianowani, a jest ich niemało, są praktycznie nietykalni. Nawet likwidacja urzędu nie jest podstawą do ich zwolnienia. Są objęci szczególną ochroną i muszą zostać przeniesieni na inne stanowisko.

Prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich Andrzej Malinowski obawia się, że ustawa o racjonalizacji zatrudnienia może okazać się tylko chwytem marketingowym rządu. - Będziemy bacznie przyglądać się jej wdrażaniu. Istnieją obawy, że zwalniani urzędnicy zostaną wchłonięci przez administrację samorządową, co w praktyce oznacza takie same wydatki na ich płace tylko z innej kieszeni - mówi.

Ci, którzy przetrwają czystki muszą się liczyć z zamrożeniem płac do końca 2011 roku. Fundusz wynagrodzeń ma zostać utrzymany na poziomie 92 proc. tegorocznych wydatków. Nagradzana ma być tylko wyjątkowa kreatywność.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!