Nasza jubileuszowa trasa będzie ostatnią - zapowiadają w rozmowie z naszą gazetą członkowie Budki Suflera. We współpracy z muzykami Marcin Mindykowski stworzył minialfabet, podsumowujący 35-letnią działalność grupy.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Nasza jubileuszowa trasa będzie ostatnią - zapowiadają w rozmowie z naszą gazetą członkowie Budki Suflera. We współpracy z muzykami Marcin Mindykowski stworzył minialfabet, podsumowujący 35-letnią działalność grupy.



B jak... Budka Suflera

O nazwie zadecydował przypadek. Krzysztof Cugowski na chybił trafił wybrał pierwsze słowo ze słownika angielsko-polskiego. Padło na "prompter's box", czyli "budka suflera". Dziś lubi powtarzać, że równie dobrze grupa mogłaby się nazywać "wiadro" lub "miotła". - To był przełom 1969 i 1970 roku. Bawiliśmy się z kolegami u mnie w domu w zespół, aż nie zainterweniowali sąsiedzi - wspomina początki Cugowski.

Katalizatorem okazało się jednak spotkanie z Romualdem Lipką w 1973 roku. - Z Romkiem znaliśmy się oczywiście od lat, bo nasze losy krzyżowały się od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Wtedy zaproponował, żebyśmy zaczęli razem grać. Postanowiliśmy zostać jednak przy Budce Suflera ze względów marketingowych. Nazwa była już bardzo znana w Lublinie.

C jak "Cień wielkiej góry"

Pierwsza, wydana w 1975 roku płyta Budki Suflera do dziś jest uważana za największe osiągnięcie lublinian i jeden z kamieni milowych polskiej muzyki rockowej. Album ukazał się podczas festiwalu w Sopocie i zniknął ze sklepów w kilka godzin. - Nagraliśmy tę płytę w sposób naturalny, szczery, bez kalkulacji. Po prostu wyrzuciliśmy z siebie to, co w nas było. Nigdy potem nie udało nam się stworzyć takiej atmosfery podczas sesji - mówi Cugowski.

- Budka Suflera była wtedy zespołem w pełnym tego słowa znaczeniu. Stanowiliśmy kwartet, który chciał zmienić świat za pomocą swoich utworów - dodaje Tomasz Zeliszewski.

Czy już wtedy czuli, że nagrywają płytę przełomową?

- Mieliśmy świadomość, że jesteśmy jednym z tych zespołów, które zadają cios dotychczasowej epoce - nie kryje Lipko. - Czuliśmy, że po nas nie będzie królowała tylko łatwa piosenka estradowa, która traktuje powierzcho-wnie wszystko i wszystkich. I że przed młodymi artystami zacznie się stawiać inne wymagania.

G jak grosz

Rekwizyt, który publiczność rzucała na scenę, kiedy Budka wykonywała swój wielki przebój z lat 80. - "Za ostatni grosz". Piosenkę wyśpiewał Romuald Czystaw, który zastąpił Cugowskiego, gdy ten rozstał się z grupą.

- Trudno było znaleźć osobę, która uniosłaby ciężar po takim wokaliście jak Krzysiek - pamięta Zeliszewski. - Długo szukaliśmy następcy, aż w końcu okazało się, że najlepiej sprawdzi się Romek Czystaw, który jest w zasadzie przeciwieństwem Cugowskiego: mały, z niewielkim głosem, za to bardzo muzykalny, ruchliwy jegomość, który po trzech minutach koncertu nawiązywał świetny kontakt z publicznością.

Świeckie tradycje bywają czasem niebezpieczne...

- Raz w Częstochowie podczas grania "Grosza" dostałem w łeb jakąś 20-złotówką i krew mnie zalała - wspomina perkusista.

Od tego czasu przed wykonywaniem piosenki członkowie zespołu zakładali... gogle.

J jak "Jolka, Jolka pamiętasz"

Największy przebój Budki Suflera z lat 80., wyśpiewany przez Felicjana Andrzejczaka.

- Tuż przed nagraniem toczyły się emocjonalne dyskusje na temat tekstu - przywołuje tamtą sesję Zeliszewski. - Czytając go, mieliśmy wrażenie, że to opowieść z pogranicza jakiejś naiwnej grafomanii. W końcu uznaliśmy, że nie ma co filozofować, i Felek zszedł do studia, żeby zaśpiewać piosenkę do gotowego podkładu. Kiedy wydał z siebie trzy słowa: "Jolka, Jolka pamiętasz", wiedziałem już, że powstał wielki kawałek...

Fani do dziś zachodzą w głowę, czy Jolka istniała naprawdę. - Wydaje mi się, że to prawdziwa postać - mówi Lipko. - Kiedyś bardzo przyjaźniliśmy się z Markiem [Dutkiewiczem, autorem tekstu - przyp. red.]. Kiedy był jeszcze kawalerem, miał wiele partnerek. Trudno mi jednak ustalić, która zasłużyła sobie na ten pomnik.

K jak kompromis

Wielu starszych fanów nie przełknęło komercyjnych propozycji grupy z końca lat 90.

- Szliśmy na kompromisy z wiekiem - przyznaje Cugowski. - Zgadzam się, że między "Cieniem wielkiej góry" a "Balem wszystkich świętych" jest przepaść. Ale paradoksalnie to ta druga piosenka sprawiła, że staliśmy się popularni w przedziale wiekowym od 5 do 105 lat. Wybraliśmy kompromisy - i chyba słusznie, bo ten nasz ostatni wzlot pod koniec lat 90. pozwolił nam na prolongowanie naszej kariery o kolejne 10 lat.

Romuald Lipko woli słowo "rozwój". - Zawsze mam wrażenie, że świat ciągle się zmienia i idzie w innym kierunku, a tylko od nas wciąż się wymaga, żebyśmy byli u korzeni. I to mnie bardzo bawi. Bo gdybyśmy grali takie rzeczy jak w 1974 roku, to by nas wyzwali od zmurszałych, anachronicznych dziadów, którzy jeżdżą po domach kultury i prezentują swoje utwory. Za to wielką umiejętnością jest nie zostać na takim poziomie jak zespół Dżem, który od 40 lat gra ten sam zestaw 20 piosenek. Albo zespół Perfect - czy on przez lata swojej kariery ruszył w którąkolwiek stronę...? A my chyba parę razy ruszyliśmy.

M jak młodzi muzycy

W 2003 roku Budka zdecydowała się na ryzykowny i do dziś kontrowersyjny krok - przerwała długoletnią współpracę z gitarzystami Mieczysławem Jureckim i Markiem Radulim i skompletowała nowy skład, złożony głównie z bardzo młodych muzyków.

- Jak jest za dobrze, to wszystkich opuszcza proletariacka czujność i wszyscy czują się ojcami i matką sukcesu - żartobliwie tłumaczy dziś przyczyny rozstania ze starym składem jego inspirator, Krzysztof Cugowski. - Poza tym, kiedy widzę tych młodych muzyków na scenie, to sam czuję się młodziej, a to jest psychologicznie bardzo ważne - śmieje się.

R jak rozstanie

W 1978 roku, mimo powodzenia dwóch pierwszych płyt, z Budką rozstał się Krzysztof Cugowski. - Ludzie, którzy w wieku 25 lat nagle osiągają tak niebotyczny sukces, nie mają na tyle silnej psychiki, żeby do tego podchodzić z właściwym spokojem - tłumaczy wokalista. - Do tego doszły ambicjonalne sprawy: licytowanie się, kto jest ważniejszy...

Budka grała wtedy z innymi wokalistami i współpracowała ze śpiewającymi paniami.

- Pozornie wyglądało to tak, że był to etap przejściowy, podczas którego musieliśmy sięgać po ko-mpromisy - ocenia dziś Lipko. - Ale w kompromisach też są mądre posunięcia. Mimo braku wokalu Krzysztofa powstały wte-dy rzeczy, które przetrwały i którym nie można odmówić urody.

W 1984 roku za mikrofonem ponownie stanął Krzysztof Cugowski, który śpiewa w grupie do dziś. - Zbliżało się nasze 10-lecie i pojawił się pomysł, żeby wydać jubileuszową składankę - opowiada kulisy zejścia sam zainteresowany. - Trafiłem więc do studia i tak od słowa do słowa...

- Daliśmy sobie drugą szansę - dopowiada Zeliszewski.

S jak senator Cugowski

W 2005 roku Krzysztof Cugowski wystartował do Senatu z list PiS i przez prawie dwa lata sprawował mandat. Polityczny wybór podzielił członków zespołu, którzy przyznają dziś, że był to test dla ich przyjaźni, mocno nadwerężający wzajemne zaufanie. - Uważam to za niepotrzebną obsuwę. Jako obywatel mam oczywiście swoje antypatie i sympatie polityczne, ale jako artysta nigdy nie wspierałem żadnej partii. Decyzja mojego kolegi była więc dla mnie skandalem - żali się Lipko.

- To była moja prywatna sprawa - ucina z kolei Cugowski. - Gdybym kandydował do Senatu jako Budka Suflera, to koledzy mogliby mieć do mnie oczywiście uzasadnione pretensje i żal. Ale o ile pamiętam, kandydowałem pod własnym nazwiskiem.

Nie kryje jednak, że przygoda z polityką okazała się dla niego rozczarowaniem. - Teraz wiem, że było to niepotrzebne, ale dopóki bym tego nie sprawdził, myślałbym, że jest inaczej.

T jak "Takie tango"

W 1997 roku Budka przeżyła sukces, o jakim marzy każdy artysta. Płyta "Nic nie boli, tak jak życie", z hitem "Takie tango", sprzedała się w ponadmilionowym nakładzie, ustanawiając niepobity do dzisiaj rekord polskiej fonografii.

- Nikt na to specjalnie nie liczył. Na okładce wyeksponowaliśmy utwór "Jeden raz" i wydawało nam się, że to on będzie lokomotywą tej płyty - opowiada Cugowski. - Wyjechaliśmy wtedy na miesiąc do Australii. W międzyczasie wyszła płyta i radia zaczęły grać "Takie tango". Wróciliśmy, nie wiedząc nic o tym, co tu się dzieje, i z marszu pojechaliśmy na trasę. Kiedy zagraliśmy "Tango", ludność po prostu wrzeszczała! A my zgłupieliśmy...

Zeliszewski: - Nagrywając płytę, zawsze mamy jakichś faworytów. Pamiętam, że "Takie tango" nim nie było. Ale potem parę milionów mówi: "Nie, nie, nie, panowie, to jest najpiękniejszy utwór". I to jest piękne.

W jak wokalistki

Budka Suflera wylansowała kilka wokalistek, które do dziś są obecne na polskiej scenie. Autorem ich repertuaru był Romuald Lipko: - Iza Trojanowska była Dodą tamtych czasów, z tą różnicą, że miała repertuar i było o niej głośno za sprawą jej piosenek, a nie innych walorów.

Inną z gwiazd wylansowanych przez Budkę była Urszula. - Ona stworzyła z kolei taką kreację dziewczyny majtającej nogami na trzepaku - mówi kompozytor. - I bez wątpienia miała kilka utworów, które wrosły w kanon polskiej piosenki.

Z jak zakończenie kariery

- Od kilku lat rozmawiamy o tym, że nie jesteśmy coraz młodsi i kiedyś przyjdzie czas powiedzieć "do widzenia" - mówi Zeliszew-ski. - Nawet nie chcę myśleć o tym, jakie to będzie dla nas przeżycie. Zamknąć taki etap nie jest łatwo. Ale będzie trzeba ukłonić się w pas i pożegnać się ze sceny.

O rychłym końcu działalności zespołu przekonany jest Krzysztof Cugowski. - Z całą pewnością ta jubileuszowa trasa na 35-lecie jest naszą ostatnią - mówi. - Mamy zaplanowany do końca roku cykl koncertów i będziemy spra-wę finalizować. Chcielibyśmy u-niknąć sytuacji, w której dogorywalibyśmy na jakichś powiatowych imprezach, zupełnie zapomniani. Wolimy zakończyć karierę, będąc może nie u szczytu, ale jeszcze na bardzo wysokiej fali.

Romuald Lipko nie ukrywa również innych motywacji tej decyzji. - Ostatnio wypuściliśmy nowy utwór pt. "Sięgnąć gwiazd" - opowiada. - Wszedłem wtedy do internetu, żeby sprawdzić komentarze. I wobec fajnego kawałka wysłano tyle epitetów... Nawet nie złośliwych, ile idiotycznych. Że to dźwięki, które już kiedyś ktoś słyszał, że jakieś słowo się powtarza, że to gniot. Więc jak się zastanawiam, co trzeba byłoby zrobić, żeby zaimponować ogółowi naszych kochanych rodaków, to wolę zrezygnować.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!